Artykuł
Panslawizm, Polska i traktat w San Stefano

Pierwodruk: Panslawizm, Polska i traktat w San-Stefano, Kraków 1878, s. 3-32. Przedruk za: S. Koźmian, Bezkarność. Wybór pism, Kraków 2001, s. 79-105.

 

Wiekowymi są zamiary polityki rosyjskiej ze względu na Wschód, wiekowymi jej dążenia i działania; ale nowym jest sposób, w jaki się obecnie objawiły, nowymi rozmiary, które przybrały jej żądze, słowem, nowym jest panslawizm. Każde wielkie mocarstwo i do tego zaborcze mieć musi swoje cele, są one poniekąd potrzebne mu jako racja bytu. Do niedawnych jednak czasów Rosja umiała oblekać swoje cele w formy, umiała zdążać do nich oględnie, rozumnie, nie zrywając z Europą, nie wywołując ogólnego postrachu i ogólnych nienawiści, szanując – przynajmniej pozornie – pewne jeżeli nie zasady, to względy, że tak powiemy, przyzwoitości społecznej i politycznej wewnątrz i na zewnątrz, i zajmowała wtedy Rosja niezaprzeczenie znaczące w Europie stanowisko; liczono się z jej zdaniem, z jej postawą, liczono się nie tylko z jej bagnetami. W radzie Europy nie przedstawiała ona jedynie postrachu, ale pewną dodatnią siłę. Taką rolę odegrała Rosja za Aleksandra I, a nawet za Mikołaja I.

Powstała raptem, a raczej stwierdziła się zuchwale, może niebacznie, nowa szkoła z nową metodą. Rosja nieurzędowa zaafirmowała panslawizm; Rosja urzędowa dała mu się porwać, wypierając się go poufnie, milcząc o nim urzędowo, czynami stwierdzając jego zasady i dążenia; panslawizm z marzenia stał się rzeczywistością. Ostatnim skutkiem polityki panslawistycznej jest traktat z San Stefano[1]. Nie do nas należy oceniać dzisiaj, czy ta polityka zuchwała, a tajemnymi idąca drogi, lekkomyślna a pyszna, groźna a płytka, straszna a studencka, daleko sięgająca a awanturnicza, zaborcza a destrukcyjna, negująca zasadę prawną a powołująca się na oswobodzenie ludów spod urojonej niewoli, dla wtrącenia ich w rzeczywistą niewolę ducha i ciała, przyniosła lub przynieść może prawdziwe i długotrwałe korzyści Rosji, jej wiekowej myśli, słowem, jej potędze i stanowisku europejskiemu. Niech przed nami odpowiedzą na to wypadki. Zapiszmy tylko, iż wielki znawca spraw ludzkich, przyjaciel urzędowy Rosji, baczny zapewne świadek wzrostu tego panslawizmu, który w szale swym aż po Elbę rozkłada swe etapy, już w zeszłym roku miał powiedzieć, “że Rosja obezwładniła się na dwadzieścia pięć lat”. My zaś dodamy, że obezwładnienie Rosji może nie być obezwładnieniem panslawizmu.

Nas obchodzi w tej chwili natura, charakter tej polityki, która się ujawniła w traktacie z San Stefano, która sama zwie się panslawizmem. Ma ona wszelkie znamiona szału i huraganu, a jak szał i huragan nic stałego, nic dodatniego stworzyć nie mogą, ale mogą wywrócić, roznieść wokoło siebie zniszczenie i zasiać ruiny, tak i owa polityka trwałego dzieła niezdolna zbudować, ale nie jedno zwalić lub podkopać może, gdyby się jej nie stawiło zapór, gdyby się nie zbadało jej żądz i obmyślało środków zaradczych. Wśród najbardziej wybujałej cywilizacji nic nie przypomina tak najazdu barbarzyńców, jak nie Rosjanie, ale idee panslawistyczne. Właśnie to połączenie systemu ze sporadycznością objawów i działań, ta pewna dzikość teorii, ta zasada niszczenia dla zjednoczenia, mają w sobie coś przerażającego, co obudziło ostatecznie ogólne obawy, co zmusiło nawet dzisiejszą zdenerwowaną Europę do czujności, do oporu i co ostatecznie zwróciło ją przeciw Rosji panslawizującej przez poczucie własnego bezpieczeństwa. Być może, że postępując oględniej, nie wywieszając teorii panslawistycznych, Rosja byłaby łatwiej i z większą dla siebie rzeczywistą korzyścią działała. Instynktowne przerażenie przed negacją polityczną i społeczną, która jest treścią panslawizmu, wywołało opór. Świat uczuł dreszcze na widok przyszłości, którą z taką przejmującą prawdą maluje owa strofa słynnej piosnki:

Step ogromny, cisza głucha,

Kupa gruzów i popiołów,

A pośród tego ropucha,

Chcąca gwałtem doróść wołu.

Przed tą smutną przyszłością świat musi się zasłonić i zabezpieczyć, a smutną byłoby dla niego pociechą dowiedzieć się poniewczasie, że wół jest ropuchą. Aby złemu zaradzić, trzeba go zbadać, trzeba zastanowić się nad jego początkiem i wzrostem. Pierwsze próby panslawistyczne odbyły się Polsce po 1863 r., a działanie Rosji w Polsce od owego roku jest w ścisłym związku z wojną rosyjsko-turecką. Drugim aktem działania w Polsce jest traktat z San Stefano, logicznie złączony z pierwszym; obydwa stanowią organiczną całość dramatyczną, godną Szekspira. Pierwszym czynem, pierwszym ujawnieniem się panslawizmu, było przyznanie się do zamiaru nie już uśmierzenia i zgniecenia powstania polskiego, ale wytępienia narodowości polskiej, rusyfikacji Polski. Być może, że myśl ta pokutowała od dawna, ujawniła się jednak czynem dopiero po roku 1863. Europa, przyjmując w milczeniu ujawnienie się tego zamiaru, nie tylko uprawniła, ale ośmieliła panslawizm. Był to pierwszy krok postawiony na gościńcu panslawizmu, po którym inne nastąpić musiały koniecznie; krok równie szalony i zuchwały, gorączkowy, destrukcyjny, jak wszystkie, które po nim nastąpiły, a które doprowadziły do traktatu w San Stefano. Generał Ignatiew był ministrem spraw zewnętrznych, szkoły i doktryny, które przedstawiali względem Polski Katkow i Aksakow, w Polsce Milutinowie i Czerkaski[2]; nie tylko sympatyczna, ale i logiczna nić łączy ze sobą działania tych ludzi. Zniszczenie wewnątrz i zniszczenie z zewnątrz jest tu hasłem. Oswobodzenie – szyldem! Celem – pochłonięcie! I doprawdy można by dopatrzyć się tu bliskiego pokrewieństwa z tendencjami dzikiej sekty, która jednocześnie tak wielką poczęła w Rosji odgrywać rolę.

W początkowaniu panslawizmu w Polsce, w rozpoczęciu względem Polaków polityki, która stwierdziła się ostatecznie w traktacie z San Stefano, znajduje się istotna i najważniejsza dziś łączność sprawy polskiej ze sprawą wschodnią. Dopóki panslawizm nie przestanie szaleć w Polsce, dopóty nie przestanie być groźnym na Wschodzie, dopóty nie uzna się i nie będzie zwalczony ani wewnętrznie, ani zewnętrznie, dopóty obawiać się należy skutków jego szału i gwałtów. Kto chce zbadać istotnie i gruntownie jego naturę, ten musi jemu i jego skutkom przypatrzyć się na ziemiach polskich pod panowaniem rosyjskim. I dlatego to, jeżeli dzieło kongresu nie ma być powierzchowne, jeżeli nie ma być lekkomyślnie dokonane, winni mężowie stanu zasiadający na nim, zastanowić się i zbadać obecny stan rzeczy w Polsce. Przyszłość panslawizmu dziś jeszcze rozstrzyga się nie na Wschodzie, ale w Polsce, którą zniszczył, lecz nie zniweczył. Rosja nie przestanie być panslawistyczna, dopóki nie odstąpi od szalonego zamiaru wytępienia Polaków. Nie przestanie być niebezpieczeństwem dla Europy, a może i dla siebie samej.

Skoro tylko Rosja rozpoczęła wojnę turecką bez poprzedniej zmiany systemu w Polsce, misja jej słowiańska była chybiona, a zaczynała się próba panslawistyczna na zewnątrz jako dalszy ciąg zamiaru wytępienia, a zarazem także zrusyfikowania Polaków i Słowian w ogóle. Niechybnie, nieuniknienie Rosja, nie uszanowawszy faktu narodowości w Polsce, nie mogła go uszanować ani nad, ani za Dunajem i nie szła tam dla wyswobodzenia ludów i zapewnienia im bytu narodowego, ale dla pochłonięcia ich i unicestwienia w ten lub ów sposób. Nie szła ona dla zapewnienia triumfu Słowiańszczyzny, ale dla panslawizowania. I dlatego to Polacy, którzy musieli pragnąć wyswobodzenia Słowian spod jarzma tureckiego, ale przede wszystkim zapewnienia istotnego ich bytu narodowego, nie mogli się łudzić ani entuzjazmować, musieli pozostać bierni i zachować wyczekujące stanowisko. Przewidywania ich oparte były na ścisłym rozumowaniu, na doświadczeniu, na niezmienionym, pomimo przestróg a nawet nawoływań części publicystki rosyjskiej, systemie w Polsce i względem Polaków; przewidywania te sprawdziły się najzupełniej w traktacie z San Stefano, który nie był dziełem słowiańskim ani narodowościowym, ale panslawistycznym i asymilacyjnym. Sprawdziły się te przewidywania najdobitniej, żeby nie powiedzieć najbrutalniej, w zaprowadzeniu administracji panslawistycznej w Bułgarii, o której nie my, ale niech Rosjanie i rosyjscy publicyści świadczą. Namacalnym dowodem, że jedna i ta sama myśl przewodniczyła działaniu rosyjskiemu w Polsce po r. 1863 i za Dunajem w r. 1877, jest powołanie i użycie tych samych ludzi tu i tam do zarządu cywilnego, a mianowicie tego jednego, który tak wymownie i dzielnie przedstawiał całą bezwzględność i dziką praktykę najdziwaczniejszych utopii. I tu, i tam występują te same społeczne teorie i pomimo ich potworności wprowadzane są gwałtem w życie; i tu, i tam działanie zwraca się przeważnie w kierunku agrarnym, pomiata własnością i dla celów politycznych nie tylko nie waha się, ale pragnie zasiać ruinę ekonomiczną, utrwalić rozstrój społeczny, a to wszystko w jednej myśli pochłonięcia i zjednoczenia przez zniszczenie!

U źródła zatem, w Polsce pod panowaniem rosyjskim, należy badać panslawizm, bo tam on zakwitł, tam trzeba mu się przypatrzyć, tam śledzić objawy jego gorączkowego żywota. Nie w myśli zachowania Polski, nie dla zgniecenia powstania, nawet nie dla zemsty wprowadzony został dotychczas istniejący w Polsce system, ale dla rozpoczęcia dzieła panslawistycznego, dla przysposobienia polskiego żywiołu do asymilacji lub dla ułatwienia sobie pochłonięcia go. Polityka ta w Polsce chciała zbyt duży kawałek rozkroić na części, aby móc je wszystkie stopniowo połknąć. Mogła z początku działać tu namiętność, ale metoda widocznie wzięła w końcu górę i panslawizm okazał do czego jest zdolny i do czego zmierza najpierw w Polsce. Był to pierwszy jego egzamin. Kto chce poznać przyszłość, jaką by zgotował narodom i krajom, niech przyjrzy się i niech zastanowi się nad dzisiejszym stanem Królestwa Polskiego, nad położeniem żywiołu polskiego w Cesarstwie Rosyjskim. Niezawodnie, że z własnego interesu, ale także z prawdziwej, głębokiej życzliwości dla ludów słowiańskich, z troski o ich byt i przyszłość narodową, która nas żywo obchodzić musi, wzywamy je, aby zbadały sumiennie sprawę polską pod panowaniem rosyjskim, aby w Polsce pod panowaniem rosyjskim przypatrzyły się panslawizmowi i aby wspólnie z daleka obmyśliły środki zaradcze i obronne.

Nie dziwimy się wcale i nie mamy za złe ludom słowiańskim, że wtedy, kiedy nikt o nich ani myślał, ani dbał, a Rosja jedna rzeczywiście od wieków opiekowała się nimi i broniła przed Turcją, że one zwracały do niej wdzięczne i tęskne spojrzenia, i nie dziwimy się, że kiedy powołała je do walki z wiekowym wrogiem stanęły na zawołanie; a że przelały za słuszną sprawę krew, nikt, a przede wszystkim my, nie odmówimy im uznania. Ależ te ludy nie tylko walczyły przeciw Turcji, ale walczyły o swoją mowę ojczystą, o swoje obyczaje i tradycje, o byt narodowy, o niepodległe lub samoistne istnienie; walczyły, aby krok naprzód zrobić na drodze wykształcenia i ukształtowania. Otóż niech się w Polsce nauczą, że system tam wszechwładny, a który nie jest czym innym jak panslawizmem, temu wszystkiemu zagraża, wszystko to w chwili szału i upojenia zwycięstwem mógłby zniszczyć, zniweczyć, znieważyć i pochłonąć. I niech się te ludy słowiańskie nie łudzą, że tożsamość religijna, że prawosławie ochroni je, że je zabezpieczy przed asymilacją, że im okupi autonomię i odrębny byt. Ruś cała stała się prawosławna; a gdzie ślady autonomii Rusi, gdzie ślady uznanej odrębności ruskiej? Nie ma ich, bo panslawizm ich nie znosi, a wszelkie dążenia ruskie za kordonem ścigane są i prześladowane może jeszcze z głębszym fanatyzmem, bo z większą obawą, niż polskie.

W imieniu przyszłości świata słowiańskiego, w imieniu przyszłości i wolności tej części świata, w chwili ważnej i może rozstrzygającej, wzywamy ludy słowiańskie, aby nad powyższymi prawdami i faktami sumiennie się zastanowiły, a to dlatego, aby uniknęły zabójczej dla nich o panslawizmie pomyłki; niech w przepaści nie widzą zbawienia w zniszczeniu przyszłości. […]

Tę przyszłość, jak w zwierciadle, zobaczyć można w krajach polskich pod panowaniem rosyjskim, a jeżeli kiedy, to w tej chwili studium to jest wielkiej wagi i doniosłości dla wszystkich bez wyjątku. Ale już przed dokonaniem go w szczegółach, po prostym zastanowieniu się i pobieżnym porównaniu bytu Polaków w Austrii i Rosji lub nawet innej narodowości w Austrii a narodowości polskiej w Rosji, każdy Słowianin przyznać musi, że Austria pomimo przewagi Niemców i Węgrów, daje rękojmie nie już tylko bytu narodowego, ale po prostu życia, podczas gdy wyzwalający Słowian spod jarzma tureckiego dla pochłonięcia ich w sobie panslawizm rosyjski jest ich zaprzeczeniem.

Nie konieczność polityczna, nie potrzeba trzymania kraju w rygorze, nie zemsta nawet kierowały i kierują dotychczas działaniem Rosji w Królestwie Polskim i względem Polaków od 1864 r., ale system, ale organiczna teoria, szkoła, które wzięły sobie za zadanie wytępienie żywiołu polskiego dlatego, aby rozpłynął się i zniknął w rosyjskim. Że tu nie racja stanu rosyjska była pobudką, ale że to była próba panslawizmu i jego wymysł najlepiej świadczy ta okoliczność, że już po uśmierzeniu powstania ważyły się losy tego kraju w radach cesarza rosyjskiego i że przypuszczano nawet możliwość powrotu margrabiego Wielopolskiego, który w Berlinie wyczekiwał, czy nie da się jeszcze coś z powodzi wyratować. Miała wtedy Rosja najpiękniejszą sposobność, z której nigdy nie umiała skorzystać, zaprowadzenia trwałego w Polsce stanu rzeczy, bo zaprowadzenia go po powstaniu nieudanym i oparcia go na rozsądnych i zdrowych żywiołach. Wprowadzenie do Polski systemu obecnie ją przygniatającego było skutkiem walki, w której panslawizm zwyciężył i zapanował wszechwładnie przez czas: od zaprowadzenia Komitetu urządzającego w Królestwie Polskim, aż do zaprowadzenia Zarządu Cywilnego w Bułgarii i zawarcia traktatu w San Stefano.

Skoro tylko panslawizm zwyciężył, zapragnął gorączkowo, z całą energią prozelityzmu i neofityzmu wyzyskać najzupełniej swoje zwycięstwo i rozpoczął swoje dzieło w Królestwie Polskim. Nastały owe rządy i owo działanie, które do dzisiejszego stanu rzeczy doprowadziły Królestwo Polskie i Polaków pod berłem rosyjskim. Wtedy to abstrakcyjna idea, posługując się namiętnościami i interesem osobistym, rozpoczęła tę epokę istnych saturnaliów politycznych, społecznych i ekonomicznych, które doprowadzić miały przez zniszczenie do zjednoczenia. Wtedy to do dziś dnia wyzyskująca i ciemiężąca kraj kasta urzędnicza zalała Królestwo Polskie głosząc kapłaństwo panslawizmu, stosując jego zasady i korzystając w celach osobistych zysków z przeprowadzenia celów politycznych. Podczas gdy panslawizm wyzyskiwał swoje zwycięstwo, jego kapłani wyższych i niższych stopni, wyzyskiwali panslawizm otwierający obszerne pole do łatwego zaspokojenia ich chciwości. […]

Stąd powstał dzisiejszy stan rzeczy w Królestwie Polskim, dzisiejsze anormalne nad wszelki wyraz położenie Polaków w Rosji, na którym panslawizm wybił swoje piętno. Teoria zniszczenia i praktyczne wyzyskiwanie podały sobie ręce, aby go wytworzyć. Powstał odtąd ten stan rzeczy, o którym powiedział w swej ostatniej mowie p. Dunajewski[3]: “Zdaje mi się, że Wysoka Delegacja łatwo pojmie, że ludność szczególniej w moim kraju od samego początku zawikłań nie mogła pojąć, iż mocarstwa europejskie tyle się troszczą o losy Bułgarów, Bośniaków i Serbów, i chcą, co zresztą chwalebnym jest zamiarem, zabezpieczyć ich prawa, a jednak nie wiedzą, że naród o wiele liczniejszy, posiadający tysiąc lat historii i z pewnością też zasługi około krzewienia cywilizacji zachodniej właśnie w tym państwie pozbawiony jest wszelkich praw, które nadanie tych praw ludom w innych państwach wypisało na swym sztandarze. Nie pojmują, dlaczego towar wywożony jest za granicę, którego używanie we własnym kraju bez przebierania w środkach jest stłumione”. Zniszczony w kraju towar nie mógł być za granicę wywieziony, toteż wywieziono tylko etykietę; towar był ten sam co go wyrabiano wewnątrz – panslawizm.

Panslawizm w Polsce rozpoczął od podkopania własności i zachwiania warunków ekonomicznego bytu; były to najdzielniejsze środki zniszczenia dla zjednoczenia. Myśl polityczna przewodniczyła uwłaszczeniu włościan, a potrzeba społeczna i zdrowe zasady ekonomiczne nakazywały natychmiast przeprowadzić je. Społeczeństwo polskie uznało było tę prawdę, nawet powstanie przyjęło ją, jako jedyny po organicznej pracy spadek5[4]. Rosja zwycięska znalazła tę sprawę między zdobytymi trofeami, użyła jej w swoich celach, a zarazem spełniła rzecz konieczną i potrzebną, nikt jej tego za złe mieć nie może, użyła przysługującego jej prawa. Ale panslawizm nie zadowolił się tym; on się podjął wykonania słusznej zasady w swój sposób i jego też działanie rozpoczyna się z Komitetem Urządzającym z ks. Czerkaskim na czele. Odtąd każdy przepis, każda ustawa i każda praktyka ma na celu zniszczenie moralnych i materialnych podstaw własności, a ostatnim wyrazem tego systemu, jest pozostała dotąd metodycznie nierozstrzygnięta sprawa służebności; to ekonomiczne kalectwo, ta otwarta rana społeczna kraju. Ale i tu panslawizm nie zapomina o szyldzie i jak spieszy za Dunaj wyzwalać chrześcijan, tak głosił w Królestwie Polskim, że przyszedł oswobodzić chłopa. Sprawa agrarna i jej rodzone dziecko służebności, miały przez zubożenie i rozdział sprowadzić osłabienie organizmu dla przysposobienia go do rozlania się i wsiąknięcia w inny. […]

Podkopanie i zakwestionowanie własności są środkami nieodmiennymi panslawizmu; użył on ich natychmiast po przejściu Dunaju, o czym nas naucza Rosjanin p. Utina w artykule “Zarząd rosyjski w Bułgarii” – zdawać by się mogło, że tu, a nie mówimy o większej własności muzułmańskiej, ale o Bułgarach, nie będzie sposobności zastosowania agrarnego systemu panslawistycznego. Tymczasem Zarząd Cywilny Bułgarii skopiował wiernie dzieło Komitetu Urządzającego w Królestwie Polskim. A zatem w kraju podbitym i w kraju oswobodzonym panslawizm działa tak samo, bo tu i tam przez zniszczenie dąży do zjednoczenia. I tu, i tam podkopuje własność, dezorganizuje ekonomicznie, wyzyskuje na rzecz swoich narzędzi, słowem, łączy wielką ideę z małymi interesami, a dobro publiczne z prywatnym w parze zwyciężają kosztem majątków ludów, narodów, krajów i ich obywateli.

“Szczególnie charakterystycznym znamieniem Cerkwi prawosławnej w Rosji jest nie dość uwzględniana okoliczność, że tam uznają wprawdzie co do innych narodów różnice wyznaniowe lub przynajmniej tolerują, ale nie znoszą ich u narodów słowiańskich jako wręcz sprzeczne ze swymi celami i zamysłami; znają tylko prawosławie, bo jest ono środkiem ku połączeniu wszystkich plemion słowiańskich, ku rozszerzeniu granic państwa pod panowaniem Cerkwi”. Tak określił p. Dunajewski kwestię religijną w Rosji w pamiętnej mowie wypowiedzianej w delegacjach wspólnych w przededniu zebrania się kongresu berlińskiego. A w tej tak prawdziwej ocenie najważniejszej strony i części składowej dzisiejszych wypadków wypowiedział i przedstawił mówca niebezpieczeństwo grożące w rzeczach wolności religijnej i swobody sumień całemu światu słowiańskiemu w następstwie zawikłań wywołanych przez panslawizm. Niczego panslawizm nie uchwycił się tak silnie, tak nerwowo i gorączkowo, jak prawosławia dla przeprowadzenia swoich celów zjednoczenia przez zniszczenie. Od dawna prawosławie było dla Rosji środkiem politycznym i religią państwową, ale panslawizm i jemu nadał w ostatnich czasach swoje piętno, odejmując mu pierwiastek chrześcijański i przemieniając go coraz bardziej i stopniowo w rodzaj pogaństwa tym, iż zwrócił go wyłącznie i jednostronnie do celów politycznych, przeważnie do celów destrukcyjnych i asymilacyjnych. Panslawizm zmierza w tej mierze do celów czysto pogańskich, środkami pogańskimi, i postępuje stosownie do swej metody z nerwowym pośpiechem, z bezwzględnością, jak gdyby czuł, że nie ma czasu do stracenia. Z przemówień i wystąpień koryfeuszy panslawizmu wieje jakiś dziwny chłód religijny, połączony z gorączką prozelityzmu; można by wnosić, że są to z gruntu sceptycy w rzeczach wiary i że jak rzymscy augurowie, gdy są sam na sam uśmiechają się do siebie, tym goręcej, tym silniej i – powiedzmy – tym wścieklej występują na zewnątrz; a chociaż mają wciąż na ustach chrystianizm i chrześcijan, nie ma w ich słowach, tym mniej w czynach, ani ciepła chrześcijańskiego, ani miłości chrześcijańskiej, są namiętności polityczne ubrane w szaty religijne, jest nienawiść do Zachodu i cywilizacji zachodniej pod formą nienawiści katolicyzmu. […] I znowu pierwsze praktyczne próby tego panslawistycznego prawosławia odbyły się w Polsce pod panowaniem rosyjskim po 1863 r., a dziś są już tych prób owoce, a zatem tam przypatrzyć się trzeba, czym i w jakiej mierze panslawizm grozi wolności sumień i wolności religijnej. Zaiste sprawy to nieobojętne dla świata całego. […]

Panslawizm do dojścia w kwestii religijnej do swoich celów, do zniszczenia samodzielności w rzeczach sumienia i wiary dla zjednoczenia, podburzył zręcznie i podstępnie namiętności religijne i fanatyzm, nawet fanatyzm kobiecy. Szło mu o pośpiech, a nie ma gwałtowniejszego w rzeczach religijnych, jak niewieści fanatyzm. Uwikłał on w swoje sidła sumienia kobiece i usłyszano z ust kobiecych, ze stopni tronu, zachęty do prześladowań i krwawych nawracań, z tych samych ust, które przedtem, nie wątpimy, że w najlepszej wierze głosiły “przywiązanie do własnej wiary, lecz poszanowanie dla wiary innych”. Stąd te opłakane, straszne sceny podlaskie[5], znane dziś światu całemu, które stanowić będą największą plamę dzisiejszych czasów, a za pomocą których panslawizm wytworzył stan rzeczy dziki i przerażający, bez wyjścia dla władców i rządzonych. Nigdzie może wyraźniej jak tu nie okazały się właściwości panslawizmu, umiejętność niszczenia bez siły do budowania. Gwałtem na prawosławie nawracani Unici podlascy, nie stali się do tej chwili prawosławnymi, po materialnym stawiając moralny opór, a pozbawieni praktyk cerkwi unickiej, znajdują się w stanie nie dającym się opisać i w stanie istnej ruiny na tym punkcie, na którym rozum ludzki zakończenia przewidzieć nie może.

Mniej gwałtownie, mniej brutalnie, mniej pospiesznie, z tą samą jednak intencją zwrócił się panslawizm do łacińskiego kościoła w Polsce. Już zamiar sam jest to dostateczny, aby ocenić całe szaleństwo i całą przewrotność przedsięwzięcia. Panslawizm chce przygotować stopniowo wygaśnięcie katolicyzmu tam, gdzie się zlać z prawosławiem nigdy nie może, zlanie się zaś jego tam z prawosławiem, gdzie się mu to wydaje po pewnym przeciągu czasu prawdopodobnym. Na Litwie, na Rusi, widzimy te dziś już znane światu próby wprowadzenia rosyjskiego języka do Kościoła, w których skupia się zamiar asymilacji, kiedy z drugiej strony ukaz z 10 grudnia, zabraniający katolikom dziedziczyć i nabywać ziemię, jest najzuchwalszym pogwałceniem wolności religijnej. W Królestwie Polskim, przeciągające się nieubłaganie wygnanie biskupów, osierocenie diecezji z biskupów, odnawiające się na przemian zamachy lub dokonane gwałty i systematyczne ograniczanie nie tylko władzy biskupów, ale i swobody życia religijnego. Klasztory zniesione i niemożność zakładania innych; przecięta urzędowo droga znoszenia się biskupów z naczelnikiem Kościoła katolickiego i owo, ledwie przypuścić się dające, a przecież istniejące dotychczas internowanie proboszczów we własnych parafiach, z których nie wolno im oddalać się bez pozwolenia władzy cywilnej i tyle innych dokuczliwych przepisów obliczonych na zgubę katolicyzmu, są to zamachy nie tylko na wolność religijną, ale i na swobodę sumień w celu znużenia, osłabienia wiary katolików, bez możności rzeczywistej, ale może z daleką nadzieją zastąpienia katolicyzmu prawosławiem. A ilustracją tych zamiarów są te liczne dziś cerkwie prawosławne, wybudowane w całym Królestwie Polskim kosztem rządu, a znowu z zarobkiem znacznym niższych apostołów panslawizmu, cerkwie, które zieją pustkami, lecz są wysuniętymi naprzód słupami granicznymi panslawizmu, który w traktacie San Stefano zapisał opiekę, ba, przywileje tylko dla prawosławia od Dunaju do góry Atos, lecz nie troszczył się ani o swobodę innych wyznań chrześcijańskich, ani o wolność religijną. W praktyce zaś, ten sam duch prozelityzmu i nienawiści do innych wyznań, który w Polsce góruje, już podnosić zaczął głowę w Bułgarii i Rumelii, jak nas zapewniano, w osobie ks. Czerkasskiego, kiedy śmierć tego panslawisty zasłoniła przynajmniej dotąd inne wyznania od prześladowania. Nareszcie u góry systemu ów Synod petersburski, stojący jako groźba przymusowego dla katolików kacerstwa i powód wygnania biskupów, oto obraz zupełny niewoli religijnej i niewoli ducha.

Panslawizm, dla ułatwienia sobie dzieła zjednoczenia przez zniszczenie na polu religijnym, jak pobudził aż do kobiecego fanatyzmu, tak doprowadził do zerwania ostatecznego a szkodliwego między Petersburgiem a Rzymem. Ale że nigdy nie zapomina o swoim szyldzie, na którym wypisane wyzwolenie, więc działał głosząc o dobrowolnym nawracaniu się Unitów, o walce z przesądami w imieniu tolerancji, i tak dalece pomieszał wyobrażenia, że po najsmutniejszej a nawet krwawej wśród dziewiętnastego wieku epoce religijnej w państwie rosyjskim, monarcha – odpowiadając na list Leona XIII[6] – nie wahał się wobec świata całego i powyższych faktów powołać się na zasadę tolerancji religijnej.

Nic zaiste zgubniejszego w tak doniosłych sprawach, jak frazesy, a bezpieczeństwo, zbawienie i wyjście jedyne tutaj dla wszystkich – zupełna i rzeczywista wolność religijna, lecz tej panslawizm nie uzna, ani jej nie da; wolność religijna, którą teraz na wniosek Francji właśnie przyznał kongres jednogłośnie, a zatem także głosem Rosji, dla Bułgarii, której zatem Rosja Polakom odmówić nie może.

Do czego zmierza panslawizm w świecie słowiańskim, dowiódł on najwymowniej w sprawie językowej w Polsce. Język, ta najdroższa każdego narodu własność, ta od Boga dana, z pokolenia na pokolenie przekazywana, skarbnica wszystkiego, co najszlachetniejsze, co najwznioślejsze w społeczeństwie, tego wszystkiego, co stanowi jego treść moralną i duchową, a przecież tak w niczym nie dotykająca interesów państw i mocarstw, stał się w Polsce przedmiotem morderczych zamachów panslawizmu. W tym już najwidoczniej nie polityka, nie bezpieczeństwo, nie potrzeba panowania, ale głośno zresztą wyznawana chęć wytępienia i oniemienia całego narodu wystąpiła na jaw. System panujący w Polsce wziął sobie za zadanie, aby od góry do dołu społeczeństwo polskie nauczyło się mówić po rosyjsku nie dlatego, aby po rosyjsku umiało, ale żeby stopniowo zapomniało mówić po polsku, skaziło własną mowę i przestało nie tylko modlić, ale i myśleć.

Nikt nie uwierzy w przyszłości, aby mógł powstać zamiar przygłuszania, a ostatecznie zniszczenia języka ludu dwudziestomilionowego, w pełni jego i jego literatury rozkwitu. A jednak i tę szaloną myśl powziął panslawizm i wziął się do jej wykonania z całą właściwą mu w innych kierunkach bezwzględnością, gorączką, a zarazem systematyczną metodą. Gdyby celem było nauczenie Polaków języka rosyjskiego, co byłoby zrozumiałe, a co z wielu względów w istniejących stosunkach mogłoby być dla nich samych korzystne, a nie zduszenie i wykorzenienie mowy polskiej, system edukacyjny przy nauce języka rosyjskiego nie byłby skazał na ostracyzm lub więzy naukę polskiego. Ale pycha zniszczenia nie zawahała się targnąć nawet na język od dziesięciu wieków istniejący i będący w pełni życia.

Pomijamy owe zakazy – na nacechowanie których nie ma nazwy, bo się po raz pierwszy w dziejach ukazały – używania mowy polskiej na ulicy i w publicznych lokalach miast Litwy, Podola, Wołynia, Ukrainy! A jednak dotąd urzędowo zniesione nie zostały, choć w praktyce okazały się równie niewykonalne jak potworne! Ale zamiar zaprowadzenia języka rosyjskiego w kościele, który zarówno obraża boskie, jak i ludzkie prawa, jest w pełnym toku wykonywania.

W Królestwie Polskim, a więc w kraju, którego nazwa urzędowa wskazuje, jaki jest język ludności, we wszystkich gałęziach życia publicznego od wychowania, administracji, aż do sądownictwa najniższego, z niesłychanym pośpiechem i gwałtownością wyrugowano język polski, aby go zastąpić rosyjskim i najważniejsze czynności życia kazano całemu narodowi spełniać w obcej, niezrozumiałej dla niego mowie. Język rosyjski bezwarunkowo i wyłącznie w szkołach wszelkich stopni jest zaprowadzony. A że szał destrukcji i prześladowania nie zna granic i nie cofa się ani przed śmiesznością, ani przed potwornością, więc nauka języka polskiego w Królestwie Polskim udzielana jest po rosyjsku, jako języka zagranicznego! To jedno streszcza w sobie wszystko w tej mierze i pozwala zmierzyć bezrozumność zamiaru. Jest to jeden z tych faktów, wobec których kończy się wszelkie rozumowanie. Ten sam szał niszczenia ściga mowę polską we wszystkich kierunkach w administracji, w gminie, w sądownictwie złożonym z nasłanych Rosjan, i jak zmusza po rosyjsku uczyć się polskiego języka, tak zabrania bronić najważniejszych moralnych i materialnych interesów we własnej mowie i każe składać przysięgi lub zeznawać w mowie niezrozumiałej.

Ale sprawa językowa ma szczególną i złowrogą spójnię przede wszystkim za sprawą wychowania publicznego. Począwszy od Uniwersytetu Warszawskiego aż do szkół najniższych, naraz wygnano całkiem język polski i zastąpiono go rosyjskim. Było to już dostateczne, aby zwichnąć z gruntu wychowanie publiczne; a tyle razy dowiedzione było ze stanowiska pedagogicznego, jak dalece takie eksperymenty są dla nauki szkodliwe, że tego powtarzać nie będziemy. Ale jednocześnie powzięto zamiar, nie tylko za pomocą tej potwornej zamiany języków, ale wszelkimi innymi środkami zwichnąć i wstrzymać wykształcenie nowych pokoleń; nie mówimy już o dążeniach antynarodowych i demoralizujących w wychowaniu; ale system dzisiejszy zmierza do ograniczenia i skrzywienia wychowania publicznego. Liczba uczniów mogących otrzymać stopnie do uniwersytetu tak dalece jest ograniczona, że nawet najlepszych uczniów z tego powodu usuwają. Opłata od wpisu we wszystkich szkołach, a mianowicie w Uniwersytecie Warszawskim jest nad wszelką miarą wygórowana (w Warszawie 50 rubli). Profesorowie zwłaszcza, po większej części z Rosji sprowadzeni, nieudolni, a często przekonań nihilistycznych. W Rosji istnieje wielka liczba seminariów duchownych prawosławnych. Uczniowie tych seminariów nie mają przystępu do żadnego uniwersytetu rosyjskiego, co daje miarę niskiego stopnia oświaty w tych szkołach nabywanej. Zrobiono wyjątek dla Uniwersytetu Warszawskiego, wskutek czego najgorsza część tak zwanej inteligencji rosyjskiej do tego uniwersytetu napływa. Kursy prawa są tak wykładane, że tylko rutyniarzy, nigdy prawników, wykształcić mogą; mimo znacznych pensji, bo wynoszących 3000 rubli i dochodów z egzaminów, profesorowie po trzy godziny tylko na tydzień wykładają. I rzecz charakterystyczna, rzecz nauczająca szczególnie wobec sprawy wschodniej! Na Uniwersytecie Warszawskim wykładają prawodawstwo bizantyjskie i ta śmieszność, to dziwactwo ogromną część wykładów zajmuje. I taki system wychowania wszedł w miejsce najpiękniejszego, największy zaszczyt przynoszącego krajowi, społeczeństwu, rządowi i jego twórcy. Tak więc panslawizm na polskiej ziemi usiłuje zniszczyć, zwichnąć i przygłuszyć najróżnorodniejszym chwastem jeden z najdawniejszych i najbogatszych języków słowiańskich. Zaczął on swoją misję słowiańską od występnego zamachu na mowę Reja i Kochanowskiego. Ze wszystkich jego względem ludów słowiańskich zbrodni, ta jest najdziksza, najpotworniejsza. A zatem naród mówiący językiem Mickiewiczów, Słowackich, Krasińskich, Malczewskich ma zamilknąć, ma zapomnieć lub zwichnąć tę mowę dla dogodzenia fikcji i szałowi zjednoczenia?! Panslawizm nie tylko gnębi tym Polskę, ale okrada cały świat słowiański. Jakżeż mowa, w której Pan Tadeusz i Marya[7] są napisane, może na tym większą chwałę świata słowiańskiego wykształcić się i kwitnąć, jeżeli w szkole już jest zakazana, jeżeli jej uczyć się trzeba po rosyjsku. O tę kradzież połączoną z gwałtem, oskarżamy przed ludami słowiańskimi panslawizm i mówimy: niesie on wam przyszłość szkieletów, skoro niszczy co najpiękniejszego, co idealnego, co godnego uszanowania, uwielbienia i entuzjazmu w świecie słowiańskim; skoro niszczy i katuje mowę Mickiewicza, Słowackiego, Siemieńskiego, których dzieła nie tylko są naszą własnością, ale zaszczytem i chwałą całego słowiańskiego świata. Ten dziki zamiar, ten królobójczy zamach na króla wszystkich słowiańskich języków najlepiej dowodzi, czym by była przyszłość panslawizmu:

Step ogromny, cisza głucha

Kupa gruzów i popiołu.

A jeżeli w ten sposób obchodzi się panslawizm z tym słowiańskim językiem, któremu pierwszeństwa nikt nie odmawia, to łatwo domyślić się mogą inne ludy słowiańskie na jakie zamachy wystawiona będzie ich mowa ojczysta. W Polsce stary, świetny język usiłuje panslawizm zniszczyć, w Bułgarii nie troszczył się wcale o powołanie do życia mowy oswobodzonych i jej rozkwit, lecz jego kapłan wprowadzał już jako urzędowy język rosyjski dla tym pewniejszego zjednoczenia.

Żadnych przyrodzonych lub nabytych praw, żadnych różnic wypływających z natury, z pochodzenia, z klimatu, z charakteru i historii, żadnych nieprzepartych trudności wynikających z przestrzeni i czasu ani uwzględnić, ani uszanować, lecz wszystko w jednej przetopić formie, a raczej formule, oto zadanie, które stawia sobie panslawizm – zjednoczenie zatem przez zniszczenie. Nie przypuszcza on, aby siła mogła być skutkiem rozmaitości układających się harmonijnie do równowagi, on widzi ją w jednolitości przymusowej, dla niego mają powab jedynie monotonia i jednostajność, on zdąża do niewoli ducha w dziedzinie moralnej, do najzupełniejszej centralizacji w dziedzinie politycznej i administracyjnej. Różnorodność i rozmaitość drażnią go i podsycają jego żarłoczność. Jednostajność jest jego ideałem. Nie może zatem uszanować ani autonomii krajów, ani samorządu narodowego, one są jego antytezą.

O tym, jak je niszczy i co w ich miejsce stawia, świadczy znowu stan obecny Królestwa Polskiego. Cesarz Mikołaj (I) nigdy nie zapomniał, ani nie przebaczył Polakom powstania 1830 r.; ale jako człowiek polityczny i praktyczny, nie pomyślał nawet o zniesieniu autonomii administracyjnej Królestwa Polskiego. Do tego bowiem zamiaru chęć represji ani nawet zemsta, doprowadzić nie mogły, trzeba było do tego aberracji politycznej, trzeba było dzikiej teorii, sekciarstwa, słowem doktryny – zjednoczenia przez zniszczenie. Niszczono zatem autonomię Królestwa Polskiego i jednoczono gorączkowo od r. 1863 z Cesarstwem, pozostawiając je mimo tego w stanie wyjątkowym, jako wyjęte spod prawa. Następstwem nieuniknionym dokonanych na języku polskim zamachów musiało być zastąpienie go w sądzie i urzędzie rosyjskim oraz urzędników – krajowców obcymi. Tysiące rodzin polskich bez chleba, a przybycie tysięcy czynowników rosyjskich niszczących, okradających i demoralizujących kraj, takie były pierwsze skutki zniesienia autonomii Królestwa Polskiego. Nastąpiło scentralizowanie wszystkich spraw w Petersburgu, rozbicie Królestwa na gubernie zależne od ministrów w Petersburgu, detronizacja Warszawy jako stolicy, zniesienie nawet namiestnika cesarskiego, co zarówno krajowi, jak monarsze było ujmą, zniesienie nie tylko ministerstwa stanu w Petersburgu dla spraw Królestwa, ale nawet kancelarii; słowem, nastąpiło zupełne mechaniczne a w najwyższym stopniu niepraktyczne zlanie Królestwa z Cesarstwem i zaprowadzenie centralizacji straszniejszej niż wszystkie te, które pozostały pamiętne szkodami jakie wyrządziły, a wobec których centralizacja p. Bacha uchodzić by mogła za umiarkowany samorząd[8]. Zmiany te – zarówno gwałtowne, jak zgubne – sprowadziły do kraju znaną falangę urzędników, o której tylokrotnie wspominaliśmy, a która na tym polu znalazła niczym nieograniczoną sposobność nasycenia bezprzykładnej chciwości i żądz komunistycznych, praktyczniejszych od zachodnich. Czynownik rosyjski w Królestwie jest jedynym racjonalnym socjalistą, bo stosuje zasady socjalizmu nie do społeczeństwa, ale do siebie, co jak się pokazało jest wykonalne. Wzbogacenie urzędnika przez zubożenie kraju okazało się jedyną praktyczną rzeczą w całym systemie panslawistycznym, któremu najwyższa władza schlebiała, którego używała, który jednak zdobywać musiał stopniowo pozwolenie na swoje eksperymenty, zmierzające w ogóle do zatarcia wszystkich odrębności Królestwa Polskiego. Cesarz destrukcyjnej żądzy tylko raz osobiście tamę położył, gdy szło o zniesienie rządowych teatrów warszawskich. Skoro wszystko, co stanowiło treść odrębności zniesione zostało, nazwa sama poczęła razić i drażnić, jakby ona jedna stała na przeszkodzie zlaniu się. Tytuł Króla Polskiego do dziś dnia używany przez Cesarza Rosyjskiego, pociąga za sobą tytuł Królestwa Polskiego, który stał się solą w oku panslawizmu. Iluż to nie użył on forteli, agitacji, sofizmatów i podstępów, aby go w praktyce i używaniu zamienić na nazwę Kraju Nadwiślańskiego. Zaledwie dwa lata temu władze Towarzystwa Kredytowego oparły się w Petersburgu skutecznie zamiarowi nadania Królestwu Polskiemu urzędowej nazwy Kraju Nadwiślańskiego, używanej w oficjalnym języku panslawizmu.

Utrata autonomii w dwóch głównie kierunkach uczuć się dała nie tylko boleśnie, ale złowrogo, demoralizująco i destrukcyjnie Królestwu Polskiemu. Znanym jest powszechnie zaprowadzenie od kilku lat nowego sądownictwa z językiem rosyjskim od góry do dołu i z sędziami z Rosji przysłanymi, z Rosji dla wyzwolenia mieszkańców spod jarzma przesądów i uszczęśliwienia ich. Królestwo Polskie miało kodeks francuski, zmieniony w pewnych częściach, mianowicie co do aktów stanu cywilnego i co do hipotek nadzwyczajnie korzystnie. Zaprowadzono obecnie w imieniu panslawizmu, zachowując kodeks, procedurę rosyjską. Nie mówiąc już o potworności, że przy kodeksie cywilizowanego świata zaprowadzono odrębną zupełnie, nie zgadzającą się z nim procedurę, to gwałtowne wprowadzenie języka rosyjskiego w całym sądownictwie i zupełna zmiana takowego wywołała najokropniejsze zamieszanie we wszystkich stosunkach mianowicie handlowych i wekslowych. […]

Centralizacja w Petersburgu jest powodem, że wskutek wielkiej odległości sprawy duchowne, sądowe i administracyjne nieznośnym podlegają zwłokom, a wobec absolutnej nieznajomości stosunków ze strony wyższych władz opacznie bywają rozsądzane; władza zaś generał-gubernatora jest iluzoryczna, a kiedy w Austrii każda znaczniejsza prowincja ma namiestnika cesarskiego, Królestwo Polskie pozbawione jest odpowiedniego przedstawiciela monarchy i najwyższej władzy.

W obydwóch zatem kierunkach chaos, zamieszanie, potworność, niesprawiedliwość, stan kraju niegdyś kwitnącego nie wiedzieć czy pod względem moralnym, czy materialnym gorszy; oto tak dla Polski, jak dla Rosji, skutki panslawistycznej polityki, która wszystko, co przedsięwzięła, dokonała, oprócz tego, co była zamierzyła, i czego też nigdy nie dopnie, bo zrobiła z Polski kraj nieszczęśliwy, ale nie zrobiła z niego kraju rosyjskiego, ani też z Polaków Rosjan. Panslawizm więc zabiera, niszczy to, co stanowi najistotniejszą treść życia społeczeństw, to jedno, co nadać by mogło znaczenie i siłę światu słowiańskiemu: narodowe, autonomiczne, samodzielne i samorządne ukształtowanie oraz byt.

W Polsce najpierw tak sobie postąpił pod pozorem zemsty i kary za powstanie z 1863 r., lecz nie inaczej działać on począł także tam, gdzie wyswobadzać poszedł, za Dunajem, w Bułgarii, co miała być polem wszystkich jego cnót i poświęceń, a zarząd Bułgarii pod egidą tego “samego ks. Czerkaskiego”, co Polskę scentralizował pod północnym biegunem, miał być przede wszystkim rosyjskim, biurokratycznym i centralistycznym, miał być pod względem sądownictwa i administracji kopią tego, co zaprowadzonym zostało w Królestwie, z językiem rosyjskim jako podstawą. Metoda ta jest istną manią panslawizmu, a powiedzmy prawdę niezachwiany to jego system. Toteż te ludy słowiańskie, które dziś może nieco naiwnie cieszą się z uznania właśnie na kongresie ich niepodległości, niech wiedzą, że panslawizm i ostateczne jego zwycięstwo nie już niepodległości ludów słowiańskich, ale ich autonomii, ich narodowemu bytowi, ich istnieniu odrębnemu zagraża. […]

Przedstawiliśmy kolejno działanie panslawizmu w Polsce pod względem najważniejszych stron życia społecznego, najdonioślejszych czynników narodowego i politycznego bytu. Zastanowiliśmy się nad obecnym stanem Królestwa Polskiego i Polaków pod panowaniem rosyjskim pod względem religijnym, wychowania publicznego, sądownictwa, ekonomicznych stosunków, administracji i moralności publicznej; nad stanem, który jest dziełem wyobrażeń, dążeń i działań panslawizmu, którego zapędy na Wschodzie wywołały obawy Europy tak, że Rosja ujrzała się zmuszona zdać rachunek ze swoich czynności i poddać skutki krwawej i trudnej wojny pod kontrolę i sąd areopagu mocarstw. W tym poglądzie natrafiliśmy wszędzie na ruiny i dezorganizację, nigdzie na coś dodatniego i mającego wartość. Królestwo Polskie, wskutek kongresu wiedeńskiego jako osobna i integralna część państwa rosyjskiego ustanowione, używało na zasadzie postanowień tego kongresu i nadanych przez Aleksandra I instytucji, względnych swobód i przywilejów, pewnego samorządu i odrębnej administracji, tak, że osobną prowincję monarchii rosyjskiej stanowiło[9]; do dnia dzisiejszego w urzędowym języku rozróżniane bywało od wszystkich innych części państwa, czego sam tytuł Króla Polski, do dziś dnia używany przez Cesarza Rosyjskiego, najlepszym dowodem. Tytuł się utrzymał, samorząd i względnie sprawiedliwe obchodzenie się z ludnością już od roku 1830 wielkim bardzo uległy uszczupleniom pod każdym względem. Nie miejsce tu rozbierać, jakie ludność dała powody rządowi, aby wszelkie swoje obietnice i obowiązki złamał, to tylko pewne, że od r. 1863, tj. powtórnego powstania narodu polskiego, część Polski pod rządem rosyjskim, mianowicie Królestwo Polskie, znajduje się w stanie zupełnie anormalnym. System rządzenia, wszelkiego rodzaju rozporządzenia, osobistości urzędników wszelakich stopni, wszystko nosi na sobie cechę ciągłej i żelazno konsekwentnej chęci zniszczenia słabszego przez silniejszego. Ten stan anormalny, w całej grozie od lat 14 trwający, doprowadza ludność do rozpaczy, a może na zawsze stanowić ferment do zawichrzeń, z którego, jako z doskonałego, zawsze zapalnego materiału, partia międzynarodowa, socjalistyczno-rewolucyjna w każdej chwili korzystać może, jak też skorzystała w r. 1863. Nieszczęśliwy ten krok, przez wszystkich obywateli miłujących ojczyznę jest najsurowiej dziś potępiony, wywołany został po większej części przez rozpacz narodu tracącego sąd i miarę wobec prześladowania, w mniejszej nierównie części brakiem politycznej dojrzałości ze strony mieszkańców, który to brak jednakże wobec absolutnej niemożności ścierania się zdań i braku wszelkiego życia publicznego łatwo się da wytłumaczyć. Ten stan, jak dla rządu rosyjskiego wielce jest kłopotliwy, tak dla pokoju europejskiego z pewnością niebezpieczny. Wprawdzie ludność Królestwa Polskiego wielki dała dowód miary, wytrwania, taktu i dojrzałości politycznej, bo wobec zawikłań na wschodzie i ciągłych porażek armii rosyjskiej w początkach kampanii tureckiej nie dała się ani razu mimo różnorodnych podmuchów porwać do nierozważnego i rozpaczliwego kroku lub nawet demonstracji zawsze możliwej, aczkolwiek rząd rosyjski jakby wszędzie ludność do rozpaczy chciał doprowadzić. Jednakże systematyczne niszczenie i niesprawiedliwość wkrótce do złowrogich skutków doprowadzić muszą, a chociażby narodowość polska najgorzej na tym wyszła, partia socjalistyczna wszystkich krajów, a mianowicie nihilizm rosyjski, może bardzo łatwo z nich do swoich celów skorzystać. Tłumaczyć nie potrzeba, że ferment taki w samym środku kontynentu europejskiego utrzymywany, tak blisko z Niemcami i Austrią się stykający, będzie ciągłym zarodkiem nowych zawichrzeń; reakcją materialną można ten ferment tylko przytłumić, ale jedynie wymierzeniem sprawiedliwości usunie się go na zawsze. Z tego powodu przedstawiliśmy wobec zebranego kongresu krótki, o ile można było treściwy obraz obecnego stanu rzeczy w Królestwie Polskim.

Obraz ten wykazał zniszczenie i grożące w przyszłości niebezpieczeństwa, nie wykazał nic takiego, co by zapowiadało trwałość stosunków lub nawet dopięcie istotnie korzystnego dla Rosji celu ani nawet przez panslawizm upragnionego. Świadczy to, jak mówiliśmy na początku, że panslawizm jest bezsilny, kiedy idzie o budowanie, lecz ma niesłychaną siłę niszczenia i wywracania. Dodajmy dla dopełnienia obrazu, że sięga on swoją agitacją daleko poza granice państwa, mianowicie w Austrii, o czym najlepiej wiemy w Galicji, gdzie jego propaganda jest istotnym powodem ciągłego niepokoju, zgubnego fermentu i pożałowania godnych antagonizmów. Panslawizm wymaga zatem tak wewnątrz, jak na zewnątrz ciągłej baczności i czujności, tj. że tworzy stan rzeczy niepewny, wewnątrz rewolucyjny, na zewnątrz wojenny, który czyni koniecznym dalsze stanie Europy pod bronią i utrzymywanie liczby wojska nieproporcjonalnej do warunków ekonomicznych świata. Ta potrzeba wywołuje zubożenie i niezadowolenie; z drugiej strony metoda i środki używane przez panslawizm są rewolucyjne i destrukcyjne; burzy on też wszystko w swoim pochodzie i przysposabia tym samym grunt do najpotworniejszych żądz i apetytów. Nic on ani przyciągnąć, ani spoić niezdolny, ale może podszczuwać, wywracać i równać z ziemią społeczeństwa; wewnątrz utrwalić ani zbudować czegokolwiek nie ma mocy, ale przygotować może drogi postępującymi za nim w odwodzie nihilizmowi. Panslawizm to św. Jan Chrzciciel nihilizmu!

Dla świata słowiańskiego przedstawia on nie zbawienie i wyzwolenie, ale jednostajność i przymusowe zespolenie, choćby przez zniszczenie, czyli najsroższą niewolę; nie zapowiada życia i odrodzenia, ale niemoc i odrętwienie, nie może wytworzyć w tym świecie siły, ale przysposobi go przez zniszczenie i wycieńczenie do zaboru lub pochłonięcia przez sąsiednie potężne plemię. Zdąża za pomocą idei słowiańskiej do negacji świata słowiańskiego, jest parową machiną do przerabiania dodatnich czynników słowiańskich na rzecz konsumpcji rosyjskiej, jest narzędziem do mechanicznego, a zarazem chwilowego scentralizowania, ale nie do zjednoczenia świata słowiańskiego. Z tradycji, z natury rzeczy, wskutek warunków geograficznych i klimatycznych, świat słowiański jest zaprzeczeniem i przeciwstawieniem centralizacji i tych dążności, a tylko pozostając wiernym tym rdzennym swoim warunkom bytu i kształcąc je może zapewnić sobie istnienie i przyszłość, zapewnić je może sobie jedynie przeciwstawiając asymilacji panslawistycznej autonomię, odrębny byt i prawa narodowe wszystkich i każdego z osobna ludów słowiańskich; będzie to rzeczywiście zabezpieczeniem się przed zniszczeniem i unicestwieniem.

Rosja jest państwem zaborczym, do tego ją przeznaczyła natura, jej położenie i charakter narodu. Ale są dwa rodzaje zaborczości: jeden płodny, drugi jałowy. Rzym był także zaborczy, ale szanował, szczególnie kiedy był już rzeczywiście potężny, różnice przyrodzone, szanował obyczaje i zwyczaje, szanował Bogów ludów i krajów podbitych lub łączących się z nim dobrowolnie i tą mądrą polityką więcej niż legionami i kohortami, więcej szczególnie niż szczęściem, jak to zauważył Machiavelli, zapanował nad światem; a gdy jego państwo największe i najwspanialsze w dziejach runęło, pozostawił po sobie spuściznę, która jest do dziś podstawą bytu cywilizowanych i szlachetnych społeczeństw. Był to podbój płodny. Panslawizm chce popchnąć Rosję na drogę podbojów jałowych, bo nic nie szanuje i do niczego wyższego wznieść się nie umie. Panslawizm to nie polityka, to żądza! On doprowadził za pierwszą próbą Rosję do pokoju w San Stefano, który stworzył dla niej położenie bez wyjścia zaszczytnego. Jakie tego są i będą skutki, nie my powiemy – wyrzekamy się słowa na rzecz wypadków przeszłych i przyszłych. Panslawizm to postawił Rosję w tym upokarzającym i niebezpiecznym położeniu, że głosiła oswobodzenie Słowian tureckich gnębiąc jednocześnie Polaków i że świat cały mógł jej i musiał tę oburzającą sprzeczność wytknąć: on jeden temu winien, nikt inny; on ją wprowadził także w Polsce na tę drogę, na której tysiące zawodów, może klęsk ją czeka, lecz z pewnością żaden triumf; bo choćby wytępiła Polaków, stałoby się to dla niej samej rzeczą zgubną, miałaby tylko więcej przestrzeni ziemi wyjałowionej, której i tak ma do zbytku, lecz wyzułaby się z siły moralnej, społecznej i politycznej. Tym śmielej to mówimy, że ludzie, którzy ją dziś z przykrego usiłują wyprowadzić położenia, nie podzielali nigdy dążeń panslawizmu tak w Polsce, jak za Dunajem.

Wewnątrz zatem panslawizm prowadzi do zniszczenia sił żywotnych i czynników dodatnich, na zewnątrz czyni z Rosji straszydło i sprawia, że postrach, który wywołuje jest większy, niż rzeczywista jej potęga. Podobny on do tych ingrediencji, których używanie dla bezpieczeństwa publicznego zabronione, a które na mocy obopólnych umów wykluczone są na wojnie. Europa uznała całe niebezpieczeństwo tej wielkiej kuli nabitej dynamitem, skoro zmusiła Rosję do złożenia dzieła panslawizmu na stole kongresu berlińskiego; Rosja także zrozumie zapewne jego obosieczność, skoro rozdziera ten sam traktat kosztem własnego upokorzenia. Ale panslawizm nie da za wygraną; ma on “siedlisko główne i magazyn główny” tam, gdzie począł działać, w systemie, który ciąży nad Polską. A dopóki ten system trwać będzie, dopóki nie zostanie z Polski usunięty, niebezpieczeństwo dynamitowe panslawizmu istnieć będzie, tak na zewnątrz, jak wewnątrz. Kto chce szczerze i stanowczo zwalczyć panslawizm wewnątrz lub zewnątrz, ten musi usunąć ciążącą nad Polską rękę jego, ten musi zapewnić stan rzeczy normalny w Polsce. To jedyna prawdziwa rękojmia i tu istotny związek sprawy wschodniej ze sprawą polską. Dopiero, gdy to nastąpi, zniknie panslawizm i Rosja względem Europy, Europa względem Rosji znajdą się w dawnym położeniu. Polska ma tę właściwość, iż jednocześnie kładzie koniec sprawie panslawizmu wewnątrz i na zewnątrz. Dlatego to z powagą mógł powiedzieć p. Dunajewski w przededniu kongresu, wygłaszając program polski: “W tym duchu rodacy moi i ja w Izbie poselskiej wystąpiliśmy z zapatrywaniem, że trwałego uspokojenia i załatwienia kwestii wschodniej można się spodziewać wtedy tylko, jeśli mocarstwa europejskie, do czego zresztą mają prawo mocą traktatów z XIX stulecia, ujmą się praw i interesów Polaków żyjących pod panowaniem rosyjskim, tak samo, jak ujmują się praw i interesów Słowian tureckich”.

Mówca wypowiedział tu ogólną prawdę europejską, lecz przeszłość i najnowszy nawet obrót rzeczy na kongresie świadczą najlepiej, że przyszłość tak nasza, jak i innych ludów słowiańskich tylko od nas zależy; tylko od tego, czy będziemy umieli moralnie zjednoczyć się około zasady prawa i bytu narodowego dla zasłonięcia się przed burzą i gwałtami panslawizmu, jeżeli w samych sobie zdołamy wyrobić siłę mogącą położyć mu tamę, a zdolną istotnie trwały gmach narodowy i społeczny wybudować. Panslawizm może być zwyciężony tylko przez świat słowiański. […]



[1] Zawarty 3 III 1878 r. między Rosją a Turcją traktat pokojowy w San Stefano (miejscowości położonej w pobliżu Stambułu) kończył wojnę toczoną w latach 1877-78; ogłaszał on niezależność Serbii, Rumunii i Czarnogóry, tworzył księstwo bułgarskie sięgające aż do Morza Egejskiego. Rosja otrzymała część Besarabii, utraconą po wojnie krymskiej, oraz Kars, Ardagan i Bajazet na Kaukazie, Rumunia natomiast północną Dobrudżę. Warunki pokoju w San Stefano zmienił na niekorzyść Rosji międzynarodowy kongres berliński sygnatariuszy traktatu paryskiego z 1856 r. (patrz: przypis do fragmentów pracy Koźmiana poświęconej O. von Bismarckowi, pomieszczonego w nin. tomie), odbyty na przełomie VI/VII 1878 r., zwołany z inicjatywy Niemiec w celu uregulowania spraw bałkańskich po wspomnianej powyżej wojnie rosyjsko-tureckiej. Mocarstwa, zwłaszcza Anglia i Austro-Węgry, żądały rewizji traktatu z San Stefano, narzuconego Turcji przez Rosję, wedle Koźmina realizującego zasady panslawizmu, z pewnością zapewniającego Rosji dominujące stanowisko na Bałkanach. Niedostateczne poparcie ze strony Niemiec sprawiło, że Rosja zmuszona była ustąpić, zwłaszcza dotyczące terytorium Bułgarii. Kongres zakończył traktat berliński, zawarty 13 VII 1879 r., który aż do wojen 1912-13 stanowił podstawę układu terytorialnego na Bałkanach.

[2] Hrabia Nikołaj P. Ignatiew (1832-1908) – dyplomata rosyjski w Konstantynopolu, dążący do zwiększenia wpływów Rosji na Bałkanach; podczas kryzysu wschodniego w latach 1875-77, doprowadził do jednomyślności mocarstw europejskich co do żądań stawianych Turcji i był autorem projektu traktatu w San Stefano; w ostatnich latach życia był członkiem Rady Państwa. Michaił N. Katkow (1818-87) i Iwan S. Aksakow (1823-86) występowali w tekstach publicystycznych bodaj najbardziej zdecydowanie przeciwko Polakom w okresie wszczętego przez nich powstania styczniowego. Nikołaj A. Milutin (1818-72), jako wiceminister spraw wewnętrznych (od 1859) odegrał poważną rolę w przygotowaniu reformy uwłaszczeniowej w Rosji (1861); w 1863, po przedstawieniu Aleksandrowi II swego projektu “uspokojenia Polski” przez uwłaszczenie chłopów, został mianowany zarządzającym kancelarii Królestwa Polskiego, a od III 1864 – sekretarzem stanu do spraw polskich i przewodniczącym Komitetu Urządzającego do spraw Królestwa Polskiego; zniósł instytucje autonomiczne Królestwa Polskiego (Radę Stanu, Radę Administracyjną), usuwał Polaków z urzędów i zaprowadzał język rosyjski jako urzędowy. Jego brat, hrabia Dmitrij (1816-1912) był feldmarszałkiem, twórcą reformy wojskowej w Rosji, polegającej m.in. na ograniczeniu stosowania kar cielesnych. Władimir Czerkasski (1824-78), członek Komitetu Urządzającego, przeprowadzającego ukazy uwłaszczeniowe w Królestwie Polskim.

[3] Julian (Antoni) Dunajewski (1824-1907) – galicyjski polityk związany z obozem konserwatywnym, profesor bratysławskiej Akademii Prawa, Uniwersytetu Lwowskiego i Jagiellońskiego (kilkakrotny rektor UJ), członek Akademii Umiejętności; od 1870 poseł na galicyjski Sejm Krajowy, od 1873 – do parlamentu w Wiedniu, w latach 1880-91 minister skarbu Austrii.

[4] W 1864 r. rząd carski przeprowadził uwłaszczenie chłopów w Królestwie Polskim: chłopi otrzymali ziemię za darmo, a właściciele ziemscy mieli otrzymać odszkodowanie od rządu; chłopi otrzymali również zwrot znacznej części ziem odebranych im bezprawnie po 1846, a między bezrolnych rozdzielono część ziem skonfiskowanych Kościołowi i nieobsadzone gospodarstwa chłopskie („pustki”); utrzymano – wspominane przez Koźmiana – służebności (serwituty): ziemianie zatrzymywali lasy i pastwiska, a chłopi zachowali prawo korzystania z nich (na ziemiach zabranych, wcielonych bezpośrednio do Rosji, przeprowadzono reformę uwłaszczeniową w 1861 r., zasadniczo zmienioną pod wpływem powstania styczniowego: chłopów obciążono bezpośrednio wykupem, ale ziemia przechodziła na ich własność). Działacze Komitetu Urządzającego zakładali, że polska własność ziemska zostanie zrujnowana przez reformę uwłaszczeniową, dlatego – wedle opinii wielu ówczesnych

[5] „Sceny podlaskie” z okresu po powstaniu styczniowym były zwieńczeniem tendencji rządu rosyjskiego do likwidacji Kościoła Unickiego, zniesionego w Cesarstwie już w 1839 r.; zaczęto od usuwania z liturgii elementów łacińskich i od rusyfikowania nabożeństw, posługując się często duchownymi rusińskimi (ukraińskimi), ściąganymi w tym celu z Galicji Wschodniej. W 1874 r. zaczął się nacisk administracyjny na parafie, aby same żądały przejścia na prawosławie. W Chełmszczyźnie i na Podlasiu lud wiejski stawiał opór; w trakcie prowadzonej przez wojsko pacyfikacji w Drelowie i Pratulinie zginęło kilkadziesiąt osób. W 1875 unicka diecezja chełmska została włączona do Cerkwi Prawosławnej.

[6] Papież Leon XIII (Vincent Joachim Pecci, 1810-1903), którego pontyfikat przypada na lata 1878-1903, urodził się w wielodzietnej, zubożałej rodzinie szlacheckiej, studiował w kolegium jezuickim w Viterbo i w Collegio Romano, doktorat w zakresie teologii uzyskał w 1832 r., święcenia kapłańskie otrzymał w 1837 r., w 1841 został namiestnikiem Perugii, w latach 1843-46 nuncjuszem w Brukseli (gdzie poznał problemy industrializacji oraz parlamentarną formę rządów), zaś w latach 1846-77 biskupem Perugii (w 1853 został kardynałem). W 1878 r., po śmierci Piusa IX, autora Syllabusa z 1864 r., wybrany został papieżem. Imię Leona XIII znane jest szeroko nade wszystko z uwagi na jego encyklikę w kwestii robotniczej (Rerum novarum, 1891), której rocznice uczczone zostały dwiema ważnymi encyklikami społecznymi: Quadragessimo anno (Pius XI, 1931) i Centesimus annus (Jan Paweł II, 1991). Leon XIII prowadził aktywną politykę międzynarodową, doprowadzając m.in. do odprężenia w stosunkach z Rosją. Autor słynnych encyklik: Quod apostolici muneris (1878); Aeterni Patris (1879); Diuturnum illud (1881); Humanus genus (1884); Immortale Dei (1885); Graves de communi (1901).

[7] Zapomniana dziś Marya. Powieść ukraińska, to pochodząca z 1824 r., ujęta w dwóch pieśniach poetycka powieść Antoniego Malczewskiego (1793-1826), będąca pierwszą manifestacją tego gatunku w literaturze polskiej.

[8] Centralizację administracyjną, uzupełnioną wątkami germanizacyjnymi i opartą na szeroko rozbudowanym aparacie urzędniczym i policyjnym, przeprowadzał w latach 1852-59 w krajach należących do Austrii rząd kierowany przez Alexandra von Bacha (1813-93); okres ten nazywany jest w historiografii “erą Bacha”, zaś model administracyjny – “systemem Bacha”. Skądinąd Bach przyczynił się do uwłaszczenia chłopów i zniesienia sądów patrymonialnych, zawarł też konkordat ze Stolicą Świętą (1855), przekreślając reformy józefińskie.

[9] Koźmian wspomina o postanowieniach kongresu wiedeńskiego, zakończonego w 1815 r., oraz o instytucjach opisanych w konstytucji Królestwa Polskiego nadanej przez Aleksandra I w tymże roku.

Najnowsze artykuły